Wyobraź sobie, że żyjesz w świecie, w którym to, co myślisz, czujesz i o czym marzysz nie ma znaczenia, a jedyną rzeczą, która je ma jest twoja zdolność do reprodukcji. Jakbyś się czuł i co byś z tym zrobił? Jeśli twoją odpowiedzią jest, że czułbyś się jak inkubator i walczyłbyś o godne traktowanie, to masz coś wspólnego z podmiotem tego artykułu.
"Opowieść podręcznej" jest sławną dystopijną powieścią Margaret Atwood inspirowaną wieloma doświadczonymi lub zasłyszanymi przez autorkę wydarzeniami. Protagonistką książki jest Freda.
Freda jest Podręczną w Republice Gileadu. Może opuszczać dom swojego Komendanta i jego Żony tylko raz dziennie, aby pójść na targ, gdzie wszystkie napisy zostały zastąpione przez obrazki, bo Podręcznym już nie wolno czytać. Co miesiąc musi pokornie leżeć i modlić się, aby jej zarządca ją zapłodnił, bo w czasach malejącego przyrostu naturalnego tylko ciężarne Podręczne mają jakąś wartość. Ale Freda pamięta jeszcze, choć wydaje się to nierealne, że kiedyś miała kochającego męża, wychowywali córeczkę, miała pracę, własne pieniądze i mogła mówić. Lecz tego świata już nie ma...
Kiedy Freda mówi jak widzi swoją sytuację,
[...] nie dzieje się nic takiego, co byłoby wbrew mojej woli. Wybór był niewielki, ale jakiś tam był, a ja dokonałam właśnie takiego.
na pierwszy rzut oka ma rację. Czy można jednak powiedzieć, że ma się wybór, jeśli każda opcja jest fatalna? Czy można powiedzieć, że zapisało się na coś? Nie sądzę. Freda nie miała wyboru. Została okradziona z niego w chwili, w której jej ucieczka z córką i Łukaszem nie powiodła się. Od tej pory mogła zostać Podręczną, wysłaną do Kolonii (gdzie z pewnością umarłaby prędko) lub zabitą. Nie zapisała się na bycie Podręczną. Została na to zapisana ze względu na swoje żywotne jajniki. Została uwięziona w dylemacie i próbuje go rozwiązać. Nie działa jednak gwałtownie i spektakularnie, gdyż jest antybohaterką. Jej przyjaciółka Moira jest typem bohaterki. Są one jak dwie strony tej samej monety. Moira jest silna, odważna, odporna, mądra, pomocna, bezpośrednia, godna zaufania i nie da się jej nie lubić. Te cechy pomagają jej rozpocząć szybką ucieczkę,
Moira wyprostowała się, patrząc przed siebie pewnym wzrokiem. [...] Po czym zniknęła. [...] miała teraz władzę, [...] wypuściła się [...]. [...] Dzięki niej Ciotki wydawały się mniej przerażające, bardziej absurdalne. Oto ich władza jest jednak ułomna [...].
jednak potem przez przewrotność losu zatrzymuje się ona i wykształca w sobie nastawienie osoby poddającej się.
- Moira - mówię - przecież ty tak nie myślisz. Przeraża mnie, bo słyszę w jej głosie obojętność, brak woli. Czyżby rzeczywiście z nią to zrobili, zabrali jej to coś - co? - co było dla niej zawsze takie ważne? Ale jak ja mogę po niej oczekiwać, że będzie dalej taka, jaka była, zgodnie z moim wyobrażeniem o jej odwadze, że to przeżyje, rozegra sensownie, skoro mnie samej na to nie stać? Nie chcę, żeby była taka jak ja. Żeby się uginała, szła z prądem dla ocalenia własnej skóry. [...] Oczekuję po niej brawury, zaczepności, heroizmu, przebojowości. Tego wszystkiego, czego brak mnie.
Natomiast Freda choć często postrzega siebie jako słabą i tchórzliwą
Moira miała rację w tym, co o mnie mówiła. Powiedziałabym wszystko, czego by ode mnie zażądali, pogrążyłabym każdego. [...] przyznałabym się do każdej zbrodni i zawisła na Murze. Głowa w dół, jak gdyby nigdy nic [...] i staraj się ich przejrzeć. Nic z tego.
i nieraz rozważa samobójstwo,
Mój Boże. [...] Proszę Cię, wyjaw mi swoje zamiary. [...] daj mi siłę, bym wytrwała. [...] Za wiele myślę o żyrandolu, chociaż już go nie ma. [...] Chciałabym, żebyś mi odpowiedział. Jestem taka samotna. [...] Jak dalej żyć?
to powoli lecz konsekwentnie walczy o przetrwanie.
Boże drogi, myślę, zrobię, co mi każesz. [...] Nie chcę bólu. Nie chcę być [...] pozbawioną twarzy głową, niby tłumok z białego płótna. Nie chcę być kukłą wiszącą na Murze, bezskrzydłym aniołem. Chcę żyć, obojętnie w jaki sposób.
Freda pamięta przed-monoteokratyczne czasy Gileadu i w swojej głowie wciąż żyje w tamtym okresie. To jej własny alternatywny świat.
Musicie mi wybaczyć. Jestem uciekinierką z przeszłości i jak każdy uciekinier rozpamiętuję obyczaje i nawyki z życia, które porzuciłam lub zostałam zmuszona porzucić [...]. [...] wędruję w przeszłość, szukając dawnych ścieżek; robię się zbyt ckliwa, gubię się. Płaczę. [...] Jestem pustym miejscem, tutaj, w nawiasach. Pomiędzy ludźmi.
Ona wie o co toczy się gra. Wie, że nawet jeśli jest sama, to wciąż jest pod okiem Gileadu. Nawet jeśli jest sama, Gilead będzie próbował przejąć kontrolę nad jej ciałem,
My służymy tylko do rozmnażania [...]. [...] Jesteśmy dwunogimi łonami, niczym więcej: świętymi naczyniami, probówkami laboratoryjnymi.
nad jej poczuciem siebie
- Ja się tym zajmę - zaofiarował się Łukasz. Ale ponieważ powiedział "tym", zamiast "nią", wiedziałam, że postanowił ją zabić. To jest właśnie to, co musisz zrobić, zanim zabijesz. Stworzyć jakieś "to"; tam gdzie nie było do tej pory nic. Najpierw stwarzasz coś takiego w swojej głowie, a potem nadajesz temu realną postać. [...] To jest właśnie jedna z tych rzeczy, które oni robią. Zmuszają do tego, żeby człowiek zabijał sam w sobie.
i jej umysłem.
Szczur może się swobodnie poruszać w labiryncie, pod warunkiem że go nie opuszcza.
Freda wie, że głównym celem Gileadu jest uczynienie kobiet przydatnymi poprzez uczynienie ich pustymi, ponieważ pustka = możliwość bycia napełnioną tj. w ciąży = bycie wartościową. Napełnienie kogoś wyrzeczeniem się jest celem każdej władzy. Czy to prawdziwej czy fikcyjnej; czy to istniejącej w przeszłości, teraz czy w przyszłości; czy to jednej osoby czy wielu. Jest to celem władzy, ponieważ daje jej kontrolę. Z pomocą przepisywania historii i prania mózgów Gilead sprawuje władzę. Choć prezentuje się jako zbawca, to u podłoża jego ideologii leżą rzeczy absurdalne. Freda poznaje je dzięki pobytowi w Czerwonym Centrum i relacji z Komendantem. Odkrywa, że przed Gileadem kobiety były traktowane okropnie, ponieważ prosiły się o to przez noszenie makijażu czy odsłaniających ubrań, oraz że reżim powstał ze względu na mężczyzn.
- Główny problem wcale nie dotyczył kobiet, tylko mężczyzn. [...] - wyjaśnia Komendant. [...] nie mieli co robić z kobietami. [...] Nie było się po co wysilać, o co walczyć. [...] Wiesz, na co się głównie skarżyli mężczyźni? Że nic nie czują. Uciekali od seksu. Uciekali od małżeństwa. - A teraz coś czują? [...] - Czują. [...] Myśleliśmy, że nam pójdzie lepiej. - Lepiej? [...] - "Lepiej" nigdy nie znaczy lepiej dla wszystkich - mówi. - Zawsze dla niektórych jest gorzej.
Jest to okropne, ale jeszcze gorszym jest to, że piekło, w którym znalazła się Freda stworzyli nie tylko mężczyźni, ale i kobiety. Choć Gilead stawia mężczyzn na piedestale,
Powiedziałam Moirze, że mnie wyrzucili z pracy. [...] - Zamrozili je. [...] Wszystkie rachunki oznaczone literą K, a nie M. [...] - Kobietom nie wolno niczego posiadać - odparła. [...] Tej nocy, po tym, jak straciłam pracę, Łukasz chciał, żebyśmy się kochali. [...] Ale w dalszym ciągu byłam odrętwiała. Ledwie czułam na sobie dotyk jego rąk. - Co się stało? - spytał. - Nie wiem. - Przecież w dalszym ciągu mamy... - powiedział. Ale nie dokończył, co mamy w dalszym ciągu. Pomyślałam sobie, że nie powinien mówić "mamy", skoro, o ile wiedziałam, jemu nie odebrano nic. [...] Jemu to nie przeszkadza, pomyślałam, ani trochę. Może jest nawet zadowolony. Już nie należymy do siebie. To ja należę do niego.
to próbuje też w pewnym sensie wymusić wspólnotę na kobietach, a w szczególności Podręcznych. Niestety wspólnota nie zawsze jest dobra. Freda wielokrotnie daje nam przykłady kobiet wspierających siebie nawzajem,
Kiedy znów nastała noc Ceremonii [...] stwierdziłam, że wiele się zmieniło. Pojawiło się między nami pewne skrępowanie, którego nie było poprzednio. [...] Uzbrój się - mawiała moja matka przed egzaminami, których się bałam, czy przed skokiem do zimnej wody. Nie zastanawiałam się wtedy nad znaczeniem tego słowa, ale [...] właśnie to robiłam: uzbrajałam się. Udawałam, że mnie nie ma, przynajmniej ciałem.
jak również piorących sobie wzajemnie mózgi. Traktujących siebie nawzajem jak śmieci.
Wy jesteście pokoleniem przejściowym, mówiła Ciotka Lidia. Wam jest najciężej. Wiemy, jakich ofiar się od was wymaga. [...] Tym, co przyjdą pod was, będzie lżej. Przyjmą swoje obowiązki z wdzięcznym sercem. Nie powiedziała: Ponieważ nie zaznały niczego lepszego. Powiedziała: Ponieważ nie będą pragnęły rzeczy niemożliwych.
Kobiety mogą stworzyć sobie nawzajem piekło. Każdy może. Nie chodzi o to, kto jest kim. Chodzi o to, co w nas ludzkie. Wszystko przez co Freda przeszła kończy się swego rodzaju zawieszeniem i można tylko spekulować co mogło się jej przydarzyć. Jednak koniec jej historii nie jest końcem książki. Ostatecznym akcentem jest Komentarz Historyczny, częściowy zapis przebiegu Dwunastego Sympozjum Badań nad Gileadem mającego miejsce w 2195 roku, wiele lat po historii Fredy. Przewodniczącą jest profesor Maryann Crescent Moon, a głównym mówcą profesor James Darcy Pieixoto. Mówi on o rekonstrukcji historii Fredy, której dokonał wraz ze swoim kolegą, profesorem Wade'em, na bazie kaset odkrytych w kuferku wojskowym. Przedstawia to jednak nie tak, jak powinien. Freda mówi jak ona i jej historia powinny być postrzegane,
To jest rekonstrukcja. Całość stanowi rekonstrukcję. [...] Kiedy się stąd wydostanę, o ile zdołam to ułożyć to w jakąś całość [...] to też będzie rekonstrukcja, kolejne przybliżenie. Opowiedzenie czegoś dokładnie, tak jak było, jest niemożliwe, ponieważ to, co mówimy, nie może być idealnie dokładne [...].
ale profesor Pieixoto mówi o tym w zakrzywiający sposób.
Znalezisko liczyło około trzydziestu taśm, które zawierały, w różnych proporcjach, muzykę i teksty mówione. Ogólnie biorąc, każda taśma zaczyna się dwiema czy trzema piosenkami, pomyślanymi niewątpliwie jako kamuflaż, w pewnym bowiem momencie muzyka się urywa i słychać głos. Jest to głos kobiecy i - jak twierdzą nasi eksperci od zapisu głosu - należy on do tej samej osoby na wszystkich taśmach. [...] Kiedy już mieliśmy w ręku napisany tekst [...] należało określić jego charakter. W grę wchodziło [...] to, że taśmy stanowiły fałszerstwo. [...] tego typu taśmy są jednak bardzo trudne do wiarygodnego sfałszowania i specjaliści, którzy je badali, zapewnili nas, że same przedmioty, w sensie fizycznym, są autentyczne. [...] Jest oczywiste, że nagrania nie dokonano w czasie, o którym autorka opowiada, ponieważ, jeśli mówi prawdę, nie miałaby dostępu ani do aparatury, ani do samych taśm, nie mówiąc o możliwości ich ukrycia.
Czy mówienie takich rzeczy nie jest niekonsekwencją i piłowaniem gałęzi, na której się siedzi? Czy nie jest dyspensą na wątpienie czy Pieixoto sam lub z czyjąś pomocą nie wymyślił ekspertów i nie potwierdził rzekomej autentyczności znaleziska? Myślę, że w jego przemówieniu jest dużo elementów, które wskazują na to, że nie różni się on wiele od tych, którzy dzierżyli władzę w czasach Fredy, a bycie historykiem czyni jego, sarkastycznie mówiąc, pozycję jeszcze bardziej ohydną i satyryczną. Pieixoto zniekształca historię protagonistki i narzuca jej nową interpretację. Jest on kimś, kto chce abyśmy, jako czytelnicy, nie ufali Fredzie tak, jak ona często nie mogła ufać innym i czasem sobie. Komentarz Historyczny jest testem sprawdzającym czy czytelnicy zachowali skupienie do ostatniej strony książki czy też zgubili się w jej strukturze i Gilead wyprał im mózgi. Jest to również ostrzeżenie, że w świecie prawdziwym i fikcyjnym każde zarejestrowane w jakiejś formie słowo może być źle usłyszane, źle przeczytane i źle zrozumiane, o czym powinniśmy zawsze pamiętać.
W świetle słów profesora Pieixoto historia Fredy jest jeszcze bardziej inspirująca. Jako czytelnicy obserwujemy jak zbiera ona siły,
Wiem, gdzie i kim jestem, i jaki dziś dzień. To są testy, a ich wynik mówi, że jestem przy zdrowych zmysłach. Zdrowe zmysły to cenny skarb; oszczędzam je, jak kiedyś ludzie oszczędzali pieniądze. Odkładam na później, żebym ich miała dość, gdy przyjdzie czas.
tworzy sobie plan na przeżycie i go wykonuje. Choć okropne rzeczy przydarzyły się jej albo była ich świadkiem, brnęła do przodu i cierpliwie czekała na swój moment. Dlatego opuszczając dom Komendanta akceptuje, że jej dalszy los jest hazardem.
Czy to mój koniec, czy nowy początek? - nie mam zielonego pojęcia [...]. Wstępuję więc w ciemność - czy może w światło?
Akceptuje to, bo wie, że zostawiła po sobie ślad. Zrobiła to po cichu, ale zrobiła. Odeszła ze zdrowymi zmysłami. Odbiła swoje ciało. Odzyskała kontrolę i to jest jej wygrana.
© Pastell Katarzyna Warsztocka 2026